Niezadowolenie społeczne nie jest porażką. Wręcz przeciwnie, sytuacja jest jeszcze lepsza, niż oczekiwano.
Emanuele Carando, globalny dyrektor marketingu Ferrari, mówi, że jest „zachwycony”. Nie tylko „zadowolony”, ale naprawdę zachwycony.
Firma przygotowywała się na burzę krytyki. Kontrowersje? Tak, można było się ich spodziewać. Ale taka skala? Nikt nie spodziewał się tego. Ani w najgorszych snach, ani na szkoleniach marketingowych. Model Luce został wprowadzony do sprzedaży pod koniec maja, a jego wygląd jest… niecodzienny. Szokująco niezwykłe. Do tego stopnia, że widzowie pytają: „Czy to naprawdę Ferrari?”
„Każdy ma prawo wyrazić swoją opinię”.
Carando powiedział Edmundsowi, że skala reakcji przytłoczyła zespół, postanowili jednak wykorzystać to emocje na swoją korzyść. Ludzie oczywiście kochają tę markę, ale tak samo uwielbiają nienawidzić wszelkich zmian, jakie wprowadza. I te zmiany zachodzą.
Dyrektor naczelny Benedetto Vishna nie kryje się także za działem marketingu. Broni samochodu elektrycznego, twierdząc, że jest nim „znaczne” zainteresowanie.
Poważnie? Z tym samochodem?
Tak. Pojawiają się nowi klienci. Depozyty wliczone w cenę. Niektóre źródła podają, że samochód został zdemontowany w Chinach pod koniec ubiegłego miesiąca. Może to przesada, ale zamówienia wciąż napływają, co jest pewnym sygnałem, że produkcja stara się nadążać za pośpiechem lub przynajmniej zamętem na rynku.
Były szef nie jest nim zachwycony
Luca di Montezemolo. Kierował firmą od 1991 do 2014 roku. Nie jest zadowolony.
Nie chciał otwarcie krytykować byłego pracodawcy, ale prawda była dla niego zbyt trudna. Twierdzi, że Luce ryzykuje zrujnowaniem legendy. Legenda. Uwierzycie, że w XXI wieku tym słowem określamy design motoryzacyjny? Uważa, że powinni usunąć z kaptura emblemat tańczącego konia. Po prostu to rozerwij. Wyrzuć to do kosza.
Rzucił także wyzwanie chińskim naśladowcom, argumentując, że zdecydowanie nie chcieliby kopiować tego dzieła. Okrutny? Tak. Dokładnie? Sporny.
Nawet Wall Street się trzęsła. Giełdy w USA spadły rano po prezentacji o 4,6%. Klasyczna pozycja reaktywna. Najpierw strach, potem pytania. Od tego czasu ceny wzrosły. Dzień uwielbia niepewność, dopóki bilans nie wskaże inaczej.
Jak myślisz, ile to kosztuje?
Widok Motor1
Ferrari jest zbyt optymistyczne. Za dużo? Być może po prostu próbują zachować twarz, bo teraz nie mają wyboru. Pieniądze są inwestowane. Nadeszła era pojazdów elektrycznych.
Poczekaj do końca lipca. Wtedy zostaną opublikowane wyniki finansowe za drugi kwartał. Wtedy Internet poznaje prawdziwą liczbę. Ilu ludzi naprawdę chce ten samochód, a ilu tylko narzekało. Zobaczmy.
Do tego momentu nienawiść jest głośna i pożyteczna.
