Leasing vs. pożyczka: realny koszt Twojego nowego samochodu

13

Reklamy telewizyjne lubią trzymać przed tobą przynętę w postaci miesięcznej płatności. Ta liczba bez problemu mieści się w Twoim budżecie. Wyobrażasz sobie, że jedziesz na kolację nowym, stylowym samochodem. Reprezentujesz daty. Reprezentujesz wolność.

Następnie spiker zadaje ci ciężki cios. „Atrakcyjna oferta leasingowa.”

Twoje marzenia wyparowują. Matematyka nie wygląda już przyjaźnie. Wybrałeś już samochód. Wybrałeś już kolor. A teraz zastanawiasz się, dlaczego leasing wydaje się pułapką.

Styl życia jest ważniejszy niż księgowość

Piętno wokół leasingu ma mniej wspólnego z pieniędzmi, a bardziej z przyzwyczajeniami.

Philip Reed, redaktor porad konsumenckich w Edmunds, ujmuje to prosto. Wybór pomiędzy leasingiem a pożyczką to nie tyle kwestia finansowa, co kwestia stylu życia.

Jeśli lubisz jeździć nowym samochodem co trzy lata, leasing ma sens. Płacisz za przywilej ciągłych aktualizacji. I tak, płatności miesięczne są niższe. Oznacza to, że możesz jeździć droższym samochodem, niż mógłbyś sobie pozwolić, kupując go za gotówkę lub na kredyt.

Ale niższe płatności nie oznaczają niższych kosztów ogólnych. To tutaj większość kupujących wpada w kłopoty.

Anatomia umowy leasingu

Leasing ma swoje zalety. Koszty początkowe są zazwyczaj niskie. Czasami można obejść się bez zaliczki. Miesięczne koszty są tańsze niż spłata kredytu. Często łatwiej jest także zatwierdzić wniosek.

Konserwacja? Minimalny. Większość gwarancji na nowe samochody trwa trzy lata. To idealny moment na wynajem. Edmunds szczególnie zaleca trzyletnie umowy najmu jako najbardziej wykonalną finansowo opcję dla najemców.

Ale przyjrzyj się bliżej drobnemu drukowi.

Rosną stawki ubezpieczeń dla samochodów leasingowanych. Dlaczego? Ponieważ pożyczkodawcy wymagają ubezpieczenia od luk (ubezpieczenia od luk). Pokrywa różnicę w przypadku całkowitego zniszczenia samochodu. Płacisz za ochronę samochodu, którego nie jesteś właścicielem.

A to marzenie o „zero wkładu własnego”? Znika za każdym razem, gdy podpisujesz nową umowę najmu. Wpłacając zaliczkę, ponownie oddajesz gotówkę. I znowu.

Amortyzacja to cichy zabójca. Kupując samochód bierzesz pod uwagę amortyzację. To szkodzi wartości odsprzedaży. Kiedy wynajmujesz samochód, uważa się, że dealer bierze na siebie ciężar.

Oni nie.

Koszt amortyzacji jest wliczany bezpośrednio do miesięcznej płatności. Sprzedawca nie jest hojny. Uwzględniają utratę wartości w cenie. Jeśli rozbijesz samochód lub przejedziesz nim zbyt wiele kilometrów, zapłacisz za to.

Uruchom pułapkę

Limity przebiegu to obszary, w których leasing dokucza najciężej.

Standardowy trzyletni leasing obejmuje przebieg od 36 000 do 45 000 mil. To 12 000–15 000 mil rocznie. Więcej podróżować? Będziesz musiał zapłacić.

Kara wynosi od 5 do 20 centów za milę. Brzmi to nieistotnie, dopóki nie przeanalizujesz liczb.

Każdego roku przekraczaj limit o 3000 mil. Płacisz 20 centów za milę. To 600 dolarów rocznie. Za trzy lata? 1800 dolarów.

To czyste pieniądze, które idą donikąd. Do tego opłaty początkowe za kolejny najem. Oprócz wyższych składek ubezpieczeniowych. Oprócz miesięcznej płatności, która nigdy nie przybliży Cię do posiadania samochodu.

Kupno samochodu jest droższe z góry. Kosztuje więcej w płatnościach miesięcznych. Ale tworzy kapitał. Leasing spala gotówkę. Oferuje wygodę. Oferuje nowość.

Która ścieżka faktycznie pozwoli Ci zaoszczędzić pieniądze na dłuższą metę? Odpowiedź leży w całkowitym koszcie posiadania. A to kolejna rozmowa.

Dlaczego Twoja pięcioletnia strategia najmu nie zdaje testu dziesięcioletniego

Na pierwszy rzut oka wydaje się to oczywiste. Chcesz tego „nowego” zapachu, gwarancji i spokoju podczas jazdy samochodem z zerowym przebiegiem. Jeśli spojrzeć ściśle na horyzont pięcioletni, leasing wygrywa parametrami technicznymi. Edmunds przeanalizował liczby dotyczące samochodu za 20 000 dolarów. Modelowali trzyletni leasing przy 6% RRSO w porównaniu z trzyletnią pożyczką na tę samą kwotę.

Jakie są wyniki? Wynajem okazał się nieco tańszy.

W ciągu pięciu lat posiadania koszt zakupu wyniósł 32 388 USD, jeśli doliczysz płatności miesięczne, zaliczkę, konserwację, ubezpieczenie, podatki i opłaty rządowe. Wynajęcie tego samego samochodu na identycznych warunkach kosztuje 32 140 dolarów. Różnica wynosi 248 dolarów. Tak, jest taniej. Ale to nie ma znaczenia dla tych, którzy planują zatrzymać samochód na więcej niż jeden cykl aktualizacji modelu.

Kompleksowy efekt najmu stałego

Matematyka zmienia się radykalnie, jeśli zwiększysz horyzont czasowy do dziesięciu lat. Większość kierowców utrzymuje samochód dłużej niż pięć lat. Jeśli szukasz rozwiązania długoterminowego, model wynajmu załamuje się.

Kiedy wynajmujesz, resetujesz licznik co trzy lata. Ponownie wpłacasz zaliczkę. Po raz kolejny płacisz wyższe składki na ubezpieczenie nowych samochodów. Ponownie możesz skorzystać z niskich kosztów konserwacji nowego silnika. Oddajesz go na wymianę. Otrzymasz klucze do poniższych. To jest płynne. To wygodne. Od dziesięciu lat jest to katastrofalne w skutkach finansowych.

Wynajem nie tworzy kapitału. Dzierżawisz prawo do użytkowania tracącego wartość środka trwałego do końca umowy. Jednocześnie własność pozwala przetrwać największy spadek krzywej amortyzacji. Po dziesięciu latach posiadania tego samego samochodu za 20 000 dolarów koszty ubezpieczenia znacznie spadły. Koszty utrzymania rosną wraz ze wzrostem przebiegu. Ale wiele lat temu przestałeś dokonywać ogromnych miesięcznych płatności.

Błąd 64 000 dolarów

Przyjrzyjmy się całkowitemu kosztowi zakupionego samochodu w ciągu dziesięciu lat. Uwzględniając koszty konserwacji i eksploatacji, wydałeś około 43 000 dolarów. To oszałamiająca kwota pieniędzy wyrzucona w błoto, ale rozważ alternatywę.

Jeśli wynajmowałeś ten sam samochód na dziesięć lat, zakładając, że unikniesz opłat za przebieg i zużycie, zapłacisz ponad 64 000 dolarów.

Sześćdziesiąt cztery tysiące dolarów.

To o 21 000 dolarów więcej niż cena zakupu samochodu. I w końcu nic nie posiadasz. Po prostu zapłaciłeś za przywilej prowadzenia różnych samochodów w odstępie trzech lat. Zakupiony samochód znacznie stracił na wartości, tak. Ale nadal ma wartość.

Jak koszty wymiany zmieniają równanie

Tutaj ostatecznie wygrywa kupujący. Weźmy konkretny przykład z archiwów. Nowa Toyota Camry LE z 1998 r. kosztowała około 21 000 dolarów. Dziesięć lat później w 2007 roku ten sam samochód w doskonałym stanie był wart 4075 dolarów w zamian.

Możesz wykorzystać te 4075 dolarów jako zaliczkę na następny samochód. Zmniejsza to całkowity koszt kolejnego pojazdu. Zmniejsza to Twoje miesięczne płatności. Zmniejsza to kwotę zadłużenia głównego.

Jeśli odejmiemy tę wartość rezydualną od 43 000 dolarów wydanych w ciągu dziesięciu lat, całkowity koszt dziesięciu lat posiadania spadnie do mniej niż 30 000 dolarów.

Trzydzieści tysięcy dolarów.

Porównaj to z 64 000 dolarów, które wydałbyś na czynsz. Przepaść się powiększa. Posiadanie samochodu to nie tylko amortyzujące zobowiązanie; To jest dźwignia finansowa. Możesz go wymienić, przenieść kapitał na następną pożyczkę lub kontynuować użytkowanie w pełni opłaconego aktywa, który wymaga jedynie gazu i ropy.

Prawdziwe pytanie brzmi: jak długo planujesz jeździć

Leasing ma sens, jeśli postrzegasz samochody jako materiał eksploatacyjny, jak usługę abonamentową, z której rezygnujesz co kilka lat. Płacisz składkę za brak zobowiązań długoterminowych. Otrzymujesz bezproblemową wymianę. Unikasz ryzyka poważnych napraw.

Jeśli jednak spojrzeć na horyzont dziesięcioletni, model wynajmu to parownik bogactwa. Płacisz odsetki od samochodu, którego nigdy nie posiadasz, a właściciel spłaca kapitał, kontynuując jazdę.

Koszty posiadania samochodu z pewnością spadły. Ale ona nie zniknęła. Istnieje. Możesz to sprzedać. Można go oddać do wymiany. Możesz użyć go jako dźwigni. Wypożyczony samochód? Po prostu zniknął. Oddałeś klucze. Oddałeś pieniądze. Nie zostaje Ci nic poza wspomnieniem zapachu nowego samochodu.

Czy wygoda jest warta 34 000 dolarów deficytu w ciągu dekady? Matematyka mówi nie. Twoje wyniki mogą się różnić.